| Wywiad z muzykiem jazzowym Rafałem Sarneckim |
|
|
|
| Wpisany przez ilona on sobota, 24 lipca 2010 02:25 |
|
"Big Apple daje niesamowitą energię oraz inspirację do komponowania i tworzenia nowych projektów muzycznych. W nowojorskich klubach każdego dnia występują największe sławy gitary jazzowej na świecie. Jest niesamowicie trudno zaimponować czymś nowojorskiej publiczności" - Rafał Sarnecki - utalentowany młody muzyk jazzowy zamieszkały w Nowym Jorku, specjalnie dla czytelników mojeNYC.com opowiada o swoim życiu, pasji i wielkim mieście. Rozmawia: Ilona Lee mojeNYC: Dlaczego wybrałeś właśnie gitarę i jazz?
Jazzem zainteresowałem się w sposób bardzo przypadkowy. Kiedy miałem 15 lat mój ojciec postanowił zapisać mnie do szkoły muzycznej, abym usystematyzował moją wiedzę muzyczną. Okazało się, że niedaleko mojego mieszkania w Warszawie znajdowała się Prywatna Szkoła Muzyki Rozrywkowej im. Krzysztofa Komedy, gdzie mój nauczyciel Jerzy Czekalla zainteresował mnie muzyką jazzową. Poza tym jako nastolatek czułem, że grając jazz będę mógł zwrócić na siebie uwagę kolegów. Jazz był wśród moich rówieśników uważany za coś dziwnego i niezrozumiałego i właśnie dlatego chciałem się poświęcić tej muzyce. mojeNYC: Co spowodowało,że przyjechałeś do Nowego Jorku? Kilka lat temu, zanim wyjechałem do USA mój kolega pokazał mi zdjęcie Nowego Jorku wykonane ze szczytu Empire State Building. Ten widok momentalnie mnie oczarował i poczułem, że chcę zamieszkać w Nowym Jorku i stać się częścią tego miasta. To marzenie spełniło się po kilku latach. Z racjonalnego punktu widzenia, mógłbym powiedzieć, że przyjechałem do Nowego Jorku, ponieważ wiedziałem, że miasto to jest „stolicą” jazzu. Jest miejscem, do którego przyjeżdżają najlepsi muzycy ze wszystkich zakątków świata, aby doskonalić swój warsztat i dzielić się doświadczeniami muzycznymi. Wiedziałem, że Nowy Jork da mi zdecydowanie lepsze możliwości rozwoju jako gitarzysty jazzowego niż edukacja w Polsce. mojeNYC: Jaka jest różnica pomiędzy tworzeniem i koncertowaniem w Polsce a w NY? Tworzyć jest łatwiej w Nowym Jorku a koncertować w Polsce. Big Apple daje niesamowitą energię oraz inspirację do komponowania i tworzenia nowych projektów muzycznych. Trudno jest za to pokazać swoją twórczość szerszej publiczności ze względu na przytłaczającą konkurencję. W nowojorskich klubach każdego dnia występują największe sławy gitary jazzowej na świecie. Jest niesamowicie trudno zaimponować czymś nowojorskiej publiczności.
Tak. Płyta „Songs From A New Place” i kompozycje, które się na niej znalazły reprezentują moje zafascynowanie muzyką nowojorską. Od kiedy przyjechałem do Nowego Jorku, zacząłem dużo więcej czasu poświęcać kompozycji, a także sposób w jaki piszę moją muzykę uległ znaczącym zmianom. Za każdym razem, kiedy słuchałem koncertu w klubie zastanawiałem się co ja mogę wziąć lub „ukraść” dla siebie z tej muzyki, którą słyszałem. To samo dotyczy improwizacji. Mój nauczyciel Paul Bollenback słuchając tej płyty powiedział w pewnym momencie: „W twoim sposobie grania słychać, że byłeś w Nowym Jorku”. mojeNYC: Tak młody artysta a już tyle osiągnięć ! Czy wszystkie wyróżnienia i nominacje motywują Cię jeszcze bardziej do działania? Które z wyróżnień było dla Ciebie najważniejsze i dlaczego. Nagrody i wyróżnienia zawsze miały duże znaczenie dla mnie, gdyż dodawały mi pewności siebie i wiary w to co robię, a tych cech czasem nawet dzisiaj brakuje mi, gdy jestem na scenie. Sądzę, że największe znaczenie miała dla mnie główna nagroda na Międzynarodowym Festiwalu Gitarzystów Jazzowych „Guitar City 2002” oraz nominacja do nagrody Fryderyk 2009. Z drugiej strony zawsze uważałem, że w ostatecznym rozrachunku nie jest istotne to ile wyróżnień dostałem, lecz raczej to ile udanych koncertów zagrałem, jak wielka była publiczność i jakie wrażenie na niej zrobiłem, ile płyt nagrałem itd. Czasem nagrody mogą odwrócić uwagę od prawdziwych celów muzycznych. mojeNYC: Myślałeś kiedyś o dodaniu śpiewu do swojej muzyki? Tak, myślałem o tym, żeby dodać śpiew do mojej muzyki, a nawet pomysł ten udało mi się zrealizować przy okazji koncertu mojego zespołu w klubie „Fireplace” (Kominek) na Greenpoincie w maju bieżącego roku. Wtedy to zaprosiłem do współpracy znakomitą wokalistkę jazzową a zarazem moją dobrą koleżankę Bognę Kicińską. Koncert uważam za niezwykle udany. Nikt jeszcze nie napisał słów do moich utworów, więc głos Bogny był po prostu dodatkowym instrumentem w zespole pełniącym tak samo ważną funkcję jak saksofon czy gitara. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś zaprosić Bognę do współpracy. Jej głos sprawił, że moja muzyka stała się przystępniejsza, bardziej ludzka i bardziej zrozumiała dla słuchaczy, którzy nie koniecznie słuchają jazzu na co dzień. mojeNYC: Kto Cię najbardziej Inspiruje? Moje inspiracje muzyczne są bardzo szerokie. Wśród gitarzystów jazzowych są to tacy muzycy jak Wes Montgomery, Grant Green, George Benson, John Scofield, Lionel Loueke, Kurt Rosenwinkel, Lage Lund. Oprócz muzyki jazzowej słucham dużo muzyki poważnej, gospel a także wiele zespołów rockowych, popowych i hip-hopowych. Każdy z tych stylów pełni zupełnie różną funkcję w moim życiu i inspiruje mnie w inny sposób. Jednak największą inspiracją w moim życiu są ludzie, których spotykam na co dzień. Zawsze inspirowały mnie nowo poznane osoby, ich doświadczenia, ich spojrzenie na różne problemy. mojeNYC: Co robisz kiedy nie grasz? Czy masz jeszcze czas na fizykę ? Nawiązując do poprzedniego pytania mogę po prostu odpowiedzieć, że kiedy nie zajmuję się muzyką, spotykam się ze znajomymi. Czasem przeraża mnie fakt, że w chwili obecnej właściwie nie mam żadnego hobby. Wynika to chyba po prostu z tego, że przez długi czas w życiu zajmowałem się wieloma dziedzinami naraz. Kiedy studiowałem fizykę na Uniwersytecie Warszawskim musiałem na co dzień godzić uczelnię z ćwiczeniem na gitarze. Podobnie było w liceum. Teraz chcę się dogłębnie poświęcić temu co mnie pasjonuje tak, abym kiedyś mógł osiągnąć znaczące rezultaty jako muzyk. Oczywiście wciąż czuję się fizykiem. Myślę jak fizyk. Natomiast nie poświęcam czasu na zgłębianie mojej wiedzy w tej dziedzinie. mojeNYC: Gdzie najczęściej można Cię spotkać w Nowym Jorku? Właściwie nie mam „ulubionych” miejsc w Nowym Jorku, w których spędzałbym regularnie dużo czasu. W pewnym sensie takimi miejscami są wszystkie kluby jazzowe na Manhattanie np. Village Vanguard, Smalls, 55 Bar. Czasem można mnie spotkać w Washington Square Park lub Union Square, kiedy siedzę na ławce słuchając muzyki z iPoda i obserwując ludzi. mojeNYC: Co najbardziej lubisz w wielkim mieście? Uwielbiam Nowy Jork za to, że tak dużo się w nim dzieje pod względem muzycznym i nie tylko muzycznym. Każdego dnia w Nowym Jorku ma miejsce tyle koncertów jazzowych na światowym poziomie, że można byłoby z nich ułożyć program tygodniowego festiwalu jazzowego w Europie. Poza tym fascynuje mnie intensywność życia w tym mieście i chęć ludzi do działania, do rozwijania się. Bardzo inspiruje mnie bogactwo kulturowe tego miasta. Wychowując się w Polsce przyzwyczaiłem się do niezwykłej jednorodności pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym. Mieszkając w Nowym Jorku zdałem sobie sprawę z tego kim tak naprawdę jestem i skąd pochodzę. Uważam, że jest to niezwykle cenne doświadczenie. mojeNYC: Jesienią 2010 ukaże się nowy album. Jaki będzie? Mój drugi album ukaże się w sklepach prawdopodobnie w styczniu 2011. Przy okazji tej płyty zaprosiłem do współpracy znacznie więcej muzyków. Dzięki temu miałem więcej swobody jako kompozytor i aranżer. W pewnym sensie mógłbym powiedzieć, że jako kompozytor „poszedłem na całość” nie bojąc się napisać trudnych partii wymagających od muzyków dużych umiejętności i zaufania do mnie. Uważam, że muzyka jest „bogatsza” niż na pierwszej płycie, a jednocześnie bardziej przystępna. mojeNYC: Gdzie można będzie Cię usłyszeć w najbliższym czasie? Najbliższy występ mojego zespołu będzie miał miejsce 24 sierpnia w klubie Puppets Jazz Bar na Brooklynie o godzinie 8pm. Będzie to kwintet. Planujemy zagrać zarówno kompozycje pochodzące z pierwszej jak i drugiej płyty. mojeNYC: Właśnie ukończyłeś studia. Jakie masz plany na przyszłość? Jak spędzisz wakacje ? Planuję tak zorganizować swoje życie jako muzyka, aby być jak najbardziej kreatywnym i wykonywać taką muzykę jaką kocham. Najchętniej mieszkałbym jednocześnie w Polsce i w Nowym Jorku, lecz jest to niezwykle trudne pod wieloma względami. Nie zależnie od tego, gdzie zamieszkam na stałe planuję komponować coraz więcej, rozszerzyć stylistykę moich kompozycji, nagrywać kolejne płyty. Jednocześnie planuję działać aktywnie jako sideman w projektach muzycznych, które uważam za wartościowe.
„Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. mojeNYC: Twoje marzenia? Chciałbym, żeby moja praca jako muzyka miała głębsze znaczenie niż tylko zapewnienie mi bytu i miłe spędzenie czasu wśród kolegów z zespołu. Muzyka jest tak abstrakcyjną dziedziną i tak niewymierną finansowo, że często zastanawiam się nad tym co mógłbym zrobić, żeby moja działalność artystyczna rzeczywiście miała jakiś pozytywny wpływ na życie ludzi. mojeNYC: Na koniec , co poradziłbyś młodym muzykom, którzy marzą o tworzeniu i graniu w Nowym Jorku? Młodym muzykom mógłbym poradzić, żeby przyjechali choćby na 2 tygodnie do Nowego Jorku. Gwarantuję, że scena muzyczna tego miasta robi tak duże wrażenie, że wszelkie bariery finansowe staną się nagle mniej znaczące. Dla muzyków jazzowych nie ma drugiego tak ważnego miejsca na świecie. Dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów oraz realizacji planów ! Ilona Lee |
Ostatnio na forum
- Re:pytanie do Ireny irena 27.7.2010 15:37
- Re:pytanie do Ireny ilona 27.7.2010 15:09
- Re:pytanie do Ireny irena 27.7.2010 14:15






mojeNYC: Czy Nowy Jork był inspiracją do Twojej płyty – Songs from a New Place ?
mojeNYC: Twoje motto życiowe?